Istnieje specyficzny rodzaj frustracji, który narasta powoli. Zaczyna się od małej cyklicznej opłaty na wyciągu bankowym, czegoś tak drobnego, że przez pierwsze miesiące ledwo się to zauważa. Dziesięć euro za narzędzie do napisów. Rozsądna cena. Ale potem miesiące zaczynają mijać i wzorzec staje się jasny: trzy przesłane filmy, czasem dwa, okazjonalnie żaden. Opłata pozostaje taka sama niezależnie od wszystkiego. Dziesięć euro w styczniu. Dziesięć euro w lutym. Dziesięć euro w miesiącu, w którym nic nie zostało przesłane, bo priorytet miała produkcja muzyczna.

Prowadzenie wielu kanałów YouTube skupionych na muzyce generowanej przez AI oznacza, że harmonogram treści jest wszystkim, tylko nie przewidywalnym. Niektóre tygodnie przynoszą lawinę klipów z tekstami piosenek do utworów, które zyskują popularność na Suno AI. Inne tygodnie są poświęcone w całości kompozycji i projektowaniu dźwięku, bez żadnej edycji wideo. Płacenie stałej miesięcznej opłaty za narzędzie, które przez większość czasu stoi bezczynnie, przypomina wynajmowanie magazynu do przechowania jednego pudełka.

Ta sytuacja nie jest wyjątkowa. Porozmawiaj z dowolnym freelancerowym twórcą wideo, dowolnym YouTuberem na pół etatu, dowolnym właścicielem małej firmy, który okazjonalnie publikuje klip promocyjny, a skarga brzmi identycznie. Cennik subskrypcyjny zakłada stałe, intensywne użytkowanie. Dla każdego, kto nie pasuje do tego profilu, matematyka po prostu się nie zgadza.